poniedziałek, 22 czerwca 2015

Tak ma być.

Głównym tematem bloga miały być moje podróże ale .. ostatnio pomyślałam, żeby to trochę zmienić. Dziś nie będzie notki o kolejnym moim wyjeździe. Wymarzyłam sobie notkę lekko osobistą...

Przez ostatnie kilka miesięcy dusiłam w sobie zbyt wiele, zbyt wiele na mnie spadło i nie do końca radziłam z tym sobie. 
Podobno człowiek dostaje na swoje barki tyle ile jest sam w stanie unieść. Dzisiaj wiem, że człowiek nie jest na tyle silny żeby sam wszystko udźwignąć. Jeśli nie poprosi o pomoc drugiej osoby to nigdy się nie podniesie mimo wielu postanowień. Wiem to z własnego doświadczenia, przez kilka miesięcy wydawało mi się, że jest lepiej ale w którymś momencie mój organizm powiedział stop. Nie byłam w stanie zapanować nad nim - nie wspominając o wadze, bo waga spadła na tak niski poziom, że nie miałam siły czasami podnieść się z łóżka a co dopiero podnieść się po tak bolesnym upadku jakim było pewne wydarzenie w moim życiu. I w zasadzie nie jedno... 
Żałuje, że wzięłam w zasadzie wszystko na siebie - nie powinnam się aż tak poświęcać. Nie twierdzę, że poświęcenie jest złe ale trzeba znać granicę. Ja swoją już znam. Jestem świadoma tego co mogę a czego nie, gdzie jest moja granica wytrzymałości.  
Bałam się tego co będzie "potem", jak będzie wyglądało moje życie bez pewnej osoby, co będzie jak wezmę urlop(co inni powiedzą, przecież "Jesteś silna dasz radę" takie myślenie wykańcza) albo co będzie jak powiem po prostu NIE. I tak krok po kroczku zaczęłam częściej mówić nie - może coś traciłam ale jednocześnie zyskiwałam.
Na początku było ciężko ale dziś jest dobrze. Pozbyłam się wielu rzeczy z mojego życia i były to najlepsze decyzje w moim życiu. Bo to moje życie i to ja jestem najważniejsza.  

 Przypomniałam sobie o tym co lubiłam robić kilka lat temu, wyszłam do ludzi a przede wszystkim na pierwszym miejscu stawiam SIEBIE a nie pracę czy pewne osoby i ich opinie. Możliwe, że wkradł się egoizm ale jest to zdrowy egoizm. Podniosłam się, osiągnęłam wiele ale gdyby nie ta druga osoba -  dziś nie byłoby już  mnie a na pewno nie wróciłabym do stanu równowagi.
Taki apel do wszystkich : nie bójcie się prosić o pomoc. Słabość to ludzka rzecz, nie trzeba grać silnego człowieka. 




Dostałam się na płatny staż związany z moimi studiami, wróciłam do robienia zdjęć, chodzę na koncerty, odwiedzam starych znajomych, więcej czasu poświęcam rodzinie jednocześnie znajdując chwilę tylko dla siebie. 
Gorąco polecam ćwiczenie Jogi :) W dalszym ciągu biegam, jestem w stanie przebiec już 6 km z krótkimi przerwami na szybki marsz ;) Kto wie może wystartuje w jakimś biegu? Moje bieganie to jest dowód na to, że ludzie z astmą też mogą i potrafią! 
A no i po sesji zaczynam remont: i to SAMA!

Na koniec wstawiam zdjęcie zachodu słońca, które uchwyciłam pewnego wieczoru z nadzieją na kolejne lepsze jutro.. :)